Defenders – obsada serialu Marvela

Wokół „The Defenders” często brakuje jednej, uporządkowanej odpowiedzi na proste pytanie: kto właściwie tworzy obsadę tego serialu i skąd ci bohaterowie się wzięli. Da się to wyjaśnić bez przekopywania kilku osobnych produkcji Marvela i bez gubienia się w nazwiskach. Obsada „Defenders” to nie przypadkowy zlepek postaci, tylko finał kilku seriali Netfliksa połączonych w jeden crossover. Właśnie dlatego warto patrzeć na nią nie tylko przez pryzmat samych aktorów, ale też funkcji, jakie pełnią w całej historii.

Główna obsada serialu „The Defenders”

Rdzeń serialu tworzy oczywiście czwórka bohaterów znanych wcześniej z osobnych serii Marvel/Netflix. To oni nadają ton całej opowieści i to wokół nich budowana jest chemia zespołu, która miała być odpowiednikiem ulicznej wersji Avengers.

  • Charlie Cox jako Matt Murdock / Daredevil
  • Krysten Ritter jako Jessica Jones
  • Mike Colter jako Luke Cage
  • Finn Jones jako Danny Rand / Iron Fist

Każda z tych postaci wnosi coś innego. Daredevil to najbardziej „superbohaterski” z całej czwórki, ale jednocześnie bardzo przyziemny i moralnie rozdarty. Jessica Jones działa bardziej jak prywatna detektyw z ciętym językiem niż klasyczna bohaterka. Luke Cage reprezentuje siłę i spokój, a Iron Fist jest impulsywny, momentami naiwny, ale ważny dla głównego wątku związanego z organizacją The Hand.

To zestawienie nie było przypadkowe. Serial opiera się na kontrastach charakterów, dlatego obsada działa najlepiej wtedy, gdy bohaterowie wchodzą ze sobą w konflikt, a nie wtedy, gdy od razu tworzą zgraną ekipę.

„The Defenders” zadebiutowali na Netfliksie w 2017 roku i liczyli tylko 8 odcinków, co odróżniało serial od dłuższych sezonów „Daredevila”, „Jessiki Jones”, „Luke’a Cage’a” i „Iron Fista”.

Aktorzy pierwszego planu i ich znaczenie dla serialu

Charlie Cox i Krysten Ritter

Charlie Cox był dla tego projektu jednym z najpewniejszych punktów. Jego Matt Murdock był już wcześniej uznawany za jedną z najlepiej obsadzonych postaci w telewizyjnym Marvelu. W „The Defenders” ta rola działa szczególnie dobrze, bo Matt staje się naturalnym łącznikiem między brutalnym światem ulicznego heroizmu a większą intrygą wokół The Hand.

Ważne jest też to, że Cox gra bardzo oszczędnie. Nie buduje postaci krzykiem czy przesadną emocją, tylko napięciem i wewnętrznym konfliktem. Dzięki temu nawet w scenach grupowych Daredevil nie ginie w tłumie.

Krysten Ritter jako Jessica Jones daje serialowi potrzebną ironię i dystans. Gdy fabuła zaczyna skręcać w stronę mistyki, to właśnie Jessica najczęściej sprowadza wszystko na ziemię. Jej sceptycyzm wobec całej sytuacji działa jak filtr dla widza, który też może mieć dość patosu.

Ritter nie gra Jessiki w sposób „bohaterski” w klasycznym sensie. To bardziej osoba zmuszona do działania niż ktoś, kto z entuzjazmem ratuje świat. W grupie wypada dzięki temu bardzo wyraziście i często kradnie sceny.

Mike Colter i Finn Jones

Mike Colter wnosi do serialu spokój i fizyczną obecność, której nie da się podrobić. Luke Cage nie musi dominować dialogami, bo działa samą postawą. To postać, która naturalnie równoważy nerwy Jessiki, religijne rozdarcie Matta i chaotyczność Danny’ego.

W „The Defenders” Luke pełni trochę rolę mediatora. Nie jest przywódcą wprost, ale często jako pierwszy próbuje uporządkować sytuację. Colter dobrze to sprzedaje, bo gra człowieka zmęczonego przemocą, a nie maszynę do walki.

Finn Jones jako Danny Rand budził najwięcej dyskusji już przy premierze „Iron Fista” i ten temat wrócił przy „The Defenders”. W samym crossoverze wypada jednak lepiej niż we własnym serialu, głównie dlatego, że nie musi sam dźwigać całej historii.

Danny bywa naiwny, porywczy i łatwy do sprowokowania, ale to nie jest błąd obsadowy samego crossovera, tylko element konstrukcji tej postaci. W grupie działa trochę jak zapalnik – często irytuje innych, ale też uruchamia wydarzenia, bez których fabuła stałaby w miejscu.

Drugoplanowa obsada, bez której ten serial by się rozpadł

„The Defenders” nie opierają się wyłącznie na głównej czwórce. Sporo znaczą też bohaterowie drugiego planu przeniesieni z wcześniejszych seriali. To oni nadają historii ciągłość i sprawiają, że crossover nie wygląda jak jednorazowy eksperyment.

  • Élodie Yung jako Elektra Natchios
  • Sigourney Weaver jako Alexandra
  • Rosario Dawson jako Claire Temple
  • Jessica Henwick jako Colleen Wing
  • Eka Darville jako Malcolm Ducasse
  • Deborah Ann Woll jako Karen Page
  • Elden Henson jako Foggy Nelson

Na osobne wyróżnienie zasługuje Rosario Dawson. Claire Temple przez lata była czymś w rodzaju wspólnego mianownika seriali Marvel/Netflix. Nie była superbohaterką, ale pojawiała się tam, gdzie trzeba było posklejać rannych, podtrzymać emocjonalny ciężar historii albo po prostu połączyć kilka światów.

Z kolei Jessica Henwick jako Colleen Wing wypada bardzo pewnie i dla wielu widzów była ciekawsza od samego Danny’ego Randa. Jej obecność wzmacniała też część scen akcji, bo Henwick dobrze odnajdywała się w fizycznej stronie roli.

Kto gra czarne charaktery i dlaczego to ważne

Największą przeciwniczką zespołu jest Sigourney Weaver jako Alexandra. Sama obecność tak rozpoznawalnej aktorki podbijała rangę serialu. Problem w tym, że sama postać została napisana bardziej jako symbol zagrożenia niż naprawdę wielowymiarowy przeciwnik.

Znacznie mocniej działa Élodie Yung jako Elektra. To właśnie ona daje historii najbardziej osobisty wymiar, zwłaszcza w relacji z Mattem Murdockiem. Gdy serial schodzi z poziomu wielkiej intrygi na poziom emocji i dawnych więzi, Elektra od razu przyciąga uwagę.

Elektra w „The Defenders” nie jest tylko dodatkiem do Daredevila. To jedna z centralnych postaci całej fabuły i prawdziwy motor konfliktu w drugiej części sezonu.

W tle działa też The Hand, czyli organizacja znana wcześniej głównie z „Daredevila” i „Iron Fista”. Jej przedstawiciele nie zawsze są równie wyraziści, ale to właśnie oni budują mitologię całego crossovera. Bez nich serial byłby jedynie zlepkiem spotkań bohaterów.

Jak „Defenders” łączą obsadę z wcześniejszych seriali Marvela

Najciekawsze w tej obsadzie jest to, że praktycznie każdy ważniejszy aktor wnosi bagaż wcześniejszych wydarzeń. „The Defenders” nie tłumaczą wszystkiego od zera. Zakładają, że przynajmniej część widzów zna wcześniejsze produkcje albo szybko wyłapie relacje między bohaterami.

W praktyce wygląda to tak:

  1. Daredevil dostarcza konfliktu z Elektrą i The Hand,
  2. Jessica Jones wnosi ton noir i bardziej sceptyczne spojrzenie,
  3. Luke Cage dokłada wątek Harlemu i odpowiedzialności społecznej,
  4. Iron Fist otwiera drzwi do mistyki i mitologii K’un-Lun.

Dzięki temu obsada nie jest tylko listą znanych twarzy. Każda postać reprezentuje inny styl serialowy. Właśnie dlatego „The Defenders” ogląda się momentami jak spotkanie czterech różnych światów, które nie zawsze idealnie do siebie pasują, ale przez to bywają ciekawsze.

Czy obsada „The Defenders” spełniła oczekiwania?

Pod względem samego castingu – w dużej mierze tak. Charlie Cox, Krysten Ritter i Mike Colter utrzymali poziom znany z własnych seriali. Finn Jones wypadł przy nich słabiej, ale bardziej z powodu odbioru postaci niż całkowitego niedopasowania do roli.

Największą siłą serialu pozostaje chemia między bohaterami, zwłaszcza w pierwszych wspólnych scenach. Tam dobrze widać, że obsada została dobrana pod kontrast charakterów, a nie pod bezpieczne kopiowanie schematu „wszyscy się lubią i od razu współpracują”.

Jeśli szukać najkrótszej odpowiedzi, to wygląda to tak: obsada „The Defenders” była jednym z mocniejszych elementów serialu, nawet jeśli sama fabuła nie zawsze dowoziła ten sam poziom. Dla osób zaczynających przygodę z netfliksowym Marvelem to nadal ważny punkt orientacyjny, bo właśnie tutaj spotykają się najważniejsze twarze tej części uniwersum.